niedziela, 21 listopada 2010

po przerwie

Długo nie pisałam, mój blog prawie umarł. To wcale nie znaczy, że byłam bardzo zajęta. Wręcz przeciwnie, za dużo czasu wolnego mnie chyba rozleniwiło. Teraz jednak to się może zmienić. Od jutra będę mieć 40 godzin zajęć/stażu tygodniowo, a piątki wciąż wolne. Wychodzi zatem dokładnie 10 godzin dziennie, jeszcze chyba nigdy tak nie miałam. To dobrze, bo ostatnio nie mogłam się za nic konkretnego zabrać, a teraz będę musiała.
Przez ten czas kiedy nie pisałam, wydarzyło się jednak kilka ciekawych rzeczy. W różnych dziedzinach mojego życia działo się mniej lub więcej, więc pozwolę sobie na krótkie podsumowanie.

Kulturalnie. Byłam na trzech festiwalach filmowych, oczywiście były polskie akcenty. Na jednym wszyscy podziwiali Polskę za Bagińskiego. Na drugim puścili "Wojnę polsko-ruską". (Dlaczego, why?? Nie rozumiem tego filmu, nie rozumiem i już). Udało mi się pójść na rumuński koncert rockowy i na Herbiego Hancocka, mistrzostwo. Byłam na spotkaniu z prezydentem w ambasadzie i polskich obchodach dnia niepodległości. Zwiedziłam rumuńskie muzeum wsi, jadłam rumuńską tradycyjną kiełbasę i piłam tuikę. Byłam na rumuńskich targach książek i udzieliłam wywiadu do radia. Podoba mi się :)

Społecznie. Przeżyłam wspaniały nalot wrocławskich ziomków. Integruję się z Rumunami, którzy nieustannie mnie gorszą i śmieją się z tego, że jestem poważna. Mam ulubiony klub z wielkimi drinkami i uroczymi barmanami. Chyba jestem za stara na Erasmusa, bo wydaje mi się, że te ich imprezy to jedna wielka telenowela, w której wszystko jest obwieszczone na fejsbuku, żeby nikt nie miał wątpliwości kto akurat cierpi i kto nienawidzi "podłych drani". Przeżyłam też tydzień marazmu i niechęci, ale dzięki radom z odległej Estonii jest lepiej. Kosztowało mnie to niestety (a może na szczęście) zmianę wizerunku, dosyć radykalną. Cały czas mnie to przeraża, ale powoli się przyzwyczajam :]

Naukowo. Mam za sobą dwie prezentacje, jedna z nich była o Maxie Weberze i duchu kapitalizmu. Naprawdę, ile można. Na piątym roku to mi niemalże uwłacza. Poza tym wciąż zabijam za pytanie "Jak tam twoja magisterka". Dla mojego promotora to chyba też drażliwy temat, bo wciąż nie odpisuje mi na maile, a pytany przez te niedobitki, które siedzą we Wrocławiu odpowiada, że zepsuł mu się komputer/bolał go ząb/a w ogóle to przecież odpisał :D Poza tym będę więcej uczyć się rumuńskiego, będę uczyć się rumuńskiego, będę uczyć się rumuńskiego. Chociaż pewnie biorąc pod uwagę, że mam staż w Poważnej Instytucji, to będzie ciężko.

Ogólnie rzecz biorąc, lubię ten Bukareszt, lubię go bardzo!