W sumie cieszę się. Wreszcie będę mogła z moimi starymi ziomami się spotkać i rzucać tradycyjne polskie suchary i każdy zrozumie. Chociaż w sumie przyjaźnienie się z obcokrajowcami ma swój urok, zwłaszcza jeśli nie mówią za bardzo po angielsku (albo mówią z francuskim akcentem, aaa). Czasami to bywa rozczulające:
Kaś: We can't go to my flat. Last time you said you didn't like the dust on my floor.
Chłopiec: No, it's impossible! I didn't say that!
Kaś: Why so sure?
Chłopiec: I don't know the word "dust"
Kaś: ...
Będę za tymi głupkami tęsknić, nie ma co. Zwłaszcza, że życie tutaj było w sumie beztroskie, a w Polsce czeka mnie starcie z administracją mojego kochanego uniwerku. Pewnie z tej walki wyjdę zwycięsko, ale i tak czuję, że będzie mnie z różnych powodów kusić, żeby znowu gdzieś wyjechać. Wtedy założę nowego bloga, będzie się nazywał kasiaw... Ha! Ja już chyba wiem gdzie :)
Tak czy inaczej, będzie dobrze. Wszędzie można poznać fajnych ludzi, nawet stojąc samotnie w kolejce do meczetu w Istambule :]