środa, 1 września 2010

etap drugi. Timisoara.

Dojechałam, zajęło mi to 15 godzin pociągiem. Tęsknię za PKP, naprawdę! Timisoara jest wspaniała, na pewno ładniejsza niż Suceava, ale serio strasznie tęsknię! Jednak bycie w grupie z samymi obcokrajowcami to nie to samo, co z Rumunami. No ale pewnie jeszcze się przekonam, przynajmniej mam nadzieję. Na razie szału nie ma, ale chyba muszę po prostu przestać porównywać. Wreszcie też swobodnie mogę porozmawiać po polsku, Pola z Polski rządzi :] Wczoraj zwiedzaliśmy trochę miasto, oczywiście zgubiliśmy się, ale będzie lepiej. Potem odwiedziliśmy lokalny bar, poznałyśmy pierwszego uroczego Rumuna, niestety nie nawiązałyśmy bliższej relacji, bo miał na imię Marian. Romans z Marianem nie byłby dobry dla lansu. Mamy tu dużo ciekawych ludzi: Francuzów, Węgierkę, Belgijkę, Szkota, no i oczywiście pełno Hiszpanów i Niemców. Tradycyjnie są to Niemcy udawani, wszyscy mają rumuńskie korzenie. Na kursie przyznali się, że mówią po rumuńsku. Nauczycielka zaproponowała, że zatem powinni pomóc reszcie, niestety Niemiec powiedział krótko "Nie."Uroczo. Już ich lubimy. Ogólnie na razie trochę jestem nastawiona sceptycznie do tego wszystkiego, no ale zobaczymy, zobaczymy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz