Wczoraj byliśmy na kolejnym "erasmus party", bardzo mi się podobało. Oficjalnie dostałam imię rumuńskie! Catalina nie różni się chyba dużo od Katarzyna, ale i tak jest urocze!
Kluby w Bukareszcie są niezłe :) Chociaż motyw "idź na imprezę i zgub kurtkę" staje się chyba tradycją, wczoraj mieliśmy drugą ofiarę. Oczywiście przyczyną jest ogólne zamotanie i imprezowy nastrój, a nie to, że Rumuni kradną, ale i tak to dziwne jest.
Przez różnice kulturowe robię z siebie głupka. Wczoraj poznałam w klubie fajnego Rumuna. Tańczymy, jest fajnie, muzyka dobra itp. I nagle mówi mi, że ma na imię Marian. Marian! Zaczęłam się śmiać, za głośno było, żeby wytłumaczyć mu przyczynę (z resztą jak to wytłumaczyć?), Marian poczuł się urażony chyba, no i podbój ogólnie nieudany. Muszę przestać myśleć polskimi kategoriami tutaj, bo kończy się porażką!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz