Podróż nie może się odbyć bez stresu, to wiadomo nie od dziś. Moja wyprawa na Cypr (nie będzie nazywany więcej Ciepłą Wyspą, było zimno, protestuję!) też była dosyć stresująca. Na szczęście wszystkie nieprzyjemności spotkały mnie na samym początku, potem było już tylko cudownie. W sumie po tak dramatycznym początku nie mogło być inaczej.
Wstałam za późno, to nigdy nie wróży dobrze. Pełna nadziei udałam się jednak na Piata Victoriei, skąd miałam odjechać na lotnisko. Nawet bilet kupiłam specjalny. 20 minut, 30... autobusu nie ma, rzadko się to zdarza w Rumunii ale jednak. Głupio byłoby przegapić samolot, więc postanowiłam złapać taksówkę. Pierwsza, która się zatrzymała na drzwiach miała wypisane magiczne "3,50 za kilometr". Normalnie staram się nie być burżujem i jeżdżę tylko takimi, które kosztują 1,39/km. Moja wada wzroku daje jednak o sobie znać czasami więc postanowiłam, że przyjrzę się bliżej temu fascynującemu zjawisku. I faktycznie, 3,50. Szkoda tylko, że kierowca chyba się zniecierpliwił tym moim przyglądaniem i chcąc pomóc mi podjąć decyzję otworzył drzwi trafiając mnie prosto w twarz. No i oczywiście: krzyki, krew, łzy. Afera. W końcu wsiadłam bo po pierwsze głupio tak się wykrwawiać na ulicy, a po drugie jak trzeba by było do szpitala to taksówką jednak łatwiej :) Na szczęście jakoś się udało i skończyło się na lekko rozkwaszonym nosie i bolących zębach. Potem koczowanie na Baneasie, uroczo chaotycznym lotnisku i wieczorem powitałam Larnakę z bólem głowy oraz ogólnie nie najlepszym nastrojem. Na lotnisku miejscu musiałam trochę czekać, pojawiły się pewne problemy logistyczne, co mi uświadomiło, że nie mam planu awaryjnego. (Nowa złota zasada: zawsze podróżuj z planem awaryjnym). Na miejscu jedyne co udało mi się wymyślić to ewentualne zwrócenie się o pomoc do koczującego tam żołnierza Bundeswehry... Na szczęście nie było potrzeby, chociaż pewnie byłoby to ciekawe :]
Sam Cypr jest piękny. Morze, góry, żołnierze i północna, turecka część wyspy nie uznawana przez społeczność międzynarodową. Miałam więc ładne krajobrazy, najlepszego przewodnika, dobre jedzenie i ciekawostki politologiczne. Najcudowniej! Co prawda wiało przeokropnie i nici z plażowania, ale tak czy inaczej sobie odpoczęłam i wróciłam cała szczęśliwa! Teraz przez kilka dni czeka mnie "magisterka party", no i pewnie trochę kultury (na Cyprze z tym jednak bieda), a potem kolejna podróż, tym razem sobie lepiej zaplanuję :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz