poniedziałek, 18 kwietnia 2011
wto i inne schematy
Coś jest źle, coś trzeba zmienić. Pewnie to przez to, że czas spędzam ostatnio na pisaniu magisterki (a raczej próbach mobilizacji, żeby wreszcie zacząć jakoś konkretniej), a może przez to, że mnie dopada kryzys końca studiów, w każdym razie coś muszę zmienić bo zwariuję. Potrzebuję ludzi i to na żywo, bo nawet najbardziej pasjonujące wałkowanie tych samych co zawsze tematów z kochaną Anią przez internet mi ostatnio nie wystarcza. Chociaż w sumie mieszanka szalonych Erasmusów, Rumunów i samotnego zażywania kultury w ostatni weekend się sprawdziła, hmm. Tak czy inaczej, coś trzeba zmienić, chyba brakuje mi wyzwań i znowu mnie nosi. Pewnie następny blog będzie się nazywał "Kasia na Mauritiusie", albo w Budapeszcie, albo...we Wrocławiu? :) Może dobrze, że ta Hiszpania mi się na święta trafiła, powrócę trochę do korzeni i do tej pierwszej w miarę szalonej podróży po której mi się udało uwierzyć, że mogę wszystko. I sobie przemyślę różne rzeczy. I pewność siebie mi wróci i energia, taki jest plan! Może też świeże spojrzenie na magisterkę uzyskam, bo dzisiaj przez dłuższą chwilę nie mogłam uwierzyć, że czytam naukowy artykuł o... inwazji WTO na Czechosłowację. Tak, nie łatwo uwolnić się od utartych i mojego (post?)nowoczesnego i zachodniego myślenia, które nie przyjmuje, że WTO to nie koniecznie zawsze znaczyło World Trade Organization, ale np. Warsaw Treaty Organization :] może właśnie trzeba mi trochę porzucić moje schematy i poszukać nowych, mniej oczywistych znaczeń? Hiszpanio, nadchodzę zatem!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz