Postanowienie drugie, czyli zdrowszy tryb życia też nawet jakoś wdrażam. Chyba nie tylko ja, o czym świadczy nieustanny zapach ryb u nas w domu, bo to przecież zdrowe. Najnowszym hitem jest zupa z pokrzyw i makreli, bardzo ciekawi mnie czy wyjdzie i czy nie wprowadzimy w życie biblijnego "zjemy i pomrzemy". Raz kozie śmierć, przynajmniej nie będzie to śmierć po kurczaku KFC. Poza tym biegam, co prawda do parku jechać muszę trzy przystanki metrem ale i tak bardzo mi się podoba. Park jest przepiękny i gigantyczny, a jezioro dookoła którego biegam wydaje się być wielkości co najmniej Jeziora Mamry :] Generalnie czuć wiosnę!
Poza tym, uwaga uwaga, skończyłam pierwszy rozdział wiekopomnego dzieła, czyli mojej niesamowitej pracy magisterskiej, poświęconej problematyce jakże zajmującej! Rozdział liczy sobie całe 21 stron i jestem z niego tak dumna, że teraz chyba przez tydzień nie będę robić nic, bo tak, zasłużyłam :] Nie, tak dobrze to chyba nie będzie, chyba jednak się zastanowię nad rozdziałem drugim, a co! Tak czy inaczej, w weekend wreszcie czeka mnie wycieczka na Ciepłą Wyspę, mam nadzieję, że tam trochę słońca i dobrej energii zażyję.
Poza tym to moja przygoda z Poważną Instytucją dobiega końca nadspodziewanie wcześnie. I mimo iż wiedziałam, że może tak być to i tak byłam w szoku, że to już. Jednak, żeby nie zwariować, znalazłam sobie nowe zajęcie. Co prawda to tylko wolontariat, ale naprawdę fajny, nie jakiś tam czaso-zapychacz. I nie powiem, jestem z siebie dumna, bo we wtorek się okazało że już niedługo nastąpi mój koniec w Poważnej Instytucji a już w czwartek wiadomo było, że coś się zadzieje w Rozwojowym NGO! Wychodzi na to, że w Rumunii mam więcej znajomości i siły przebicia niż w Polsce, jestem w szoku :] Jakoś tutaj wszystko mi się dobrze układa, nawet ostatnio poszłam na sztukę po rumuńsku i zrozumiałam, ha! Na dodatek przeżywam teraz fascynację młodym rumuńskim aktorem, który w Emigrantach Mrożka śpiewał "komu dzwonią temu dzwonią" po polsku... Absolutnie wspaniałe! Jeśli miałabym zostać czyjąś psychofanką, to zdecydowanie byłby to Silvian Valcu :]
Ogólnie tak sobie czytam to co tutaj po nocy wypisuję i dochodzę do wniosku, że jakoś przebija z tego zbytni zachwyt nad samą sobą, ha! Że takam niby zajebista, bo magisterkę piszę, żyję zdrowo i jeszcze po rumuńsku rozumiem! Nie jest tak różowo, o nie. Na imprezach mi ciężko, bo ostatnio mam fazę na szpilki (w których mam ok 182 cm wzrostu) i żaden facet nie podejdzie, wszyscy niżsi :) Poza tym przez to pisanie magisterki przeżywałam katusze, bo tu w mieszkaniu impreza a ja siedzę w mej norze i piszę, piszę, piszę... Eee nie. Problemy z dupy. Jest zajebiście :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz