poniedziałek, 21 marca 2011

dyktatura żółtych karteczek

Czy istnieje coś takiego, jak wiosenne przesilenie? Bo chyba mam. Jakoś tak mi ostatnio zrobiło się depresyjnie. Tym razem to jednak nie przez wrodzoną skłonność do melancholii (ładne słowo na "zamulanie"), ale raczej przez przygody z UWr. Naprawdę mam już dość tego, że "nie wiadomo", że "jutro proszę zadzwonić" i tego, że mój dziekan nie dość, że nic nie ogarnia to jeszcze nawet do pracy nie przychodzi. A ja bym chciała wiedzieć, na jak długo tu zostanę i co mam w ogóle ze sobą zrobić. Chociaż przyznaję, zwalanie na Tadka-Dziekana winy za to, że za bardzo nie mam pomysłu na siebie jest dziecinne i słabe. Dodatkowo do spadku humoru przyczyniła się prokrastynacja i ciągłe odkładanie pisania magisterki. Bo przecież dzień się dzieli na dwie części: 1. za wcześnie, żeby coś zrobić i 2. za późno, żeby coś zrobić. Jednakże, jako że dzisiaj pierwszy dzień wiosny postanowiłam się wziąć za robotę. Dobrze, że moja współlokatorka boryka się z podobnymi problemami, możemy się nawzajem wspierać. Zatem dzisiaj na naszej lodówce zagościły dwa kalendarze motywacyjne. Na jednym odznaczamy dni, w których nie pijemy alkoholu (te, w których chodzimy na imprezy zaznaczamy na czerwono, bo to większe wyzwanie), a na drugim zaznaczamy dni, w które piszemy magisterkę. Dzisiaj był dzień pierwszy. 3 godziny bez przerwy, super super super! Jeśli się już zacznie, to nie jest takie straszne. Chociaż miałam naprawdę sporą pokusę, żeby to odwlec znowu i gdzieś wyjść, no ale nie. Chodzę gdzieś przecież nieustannie od zeszłego wtorku, jak na mnie to bardzo dziwne, więc sobie trochę daje spokój. Teraz ja i magisterka. Tak w ogóle to system motywacji na lodówce bardzo mi się podoba. Postanowiłam sobie dużo rzeczy i w myślach cały czas widzę małe żółte karteczki, które mówią do mnie dobre rzeczy np. "jem śniadania", "chodzę wcześniej spać", a nawet "podlewam kwiatki" :) Może to się uda, chociaż niektóre się ze sobą kłócą, np. "spędzaj czas z ludźmi" i "pisz magisterkę". Zobaczymy, jak czy to się uda. Dzisiaj było dobrze, bo robiłam coś konstruktywnego. No i nie jadłam po 20, chociaż mnie kusi. Jutro chyba faktycznie wieczorem zakleimy lodówkę, żeby motywacja była jeszcze większa. Ciekawe, co powie na to nasza trzecia współlokatorka, coś czuję, że jej się ta przymusowa dieta nie spodoba ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz