czwartek, 29 lipca 2010

Europa


Rumuni wciąż mają jeszcze wiele kompleksów, jakby nie czuli się do końca częścią "cywilizowanej" Europy. Żalą się, że na Zachodzie postrzega się ich głównie przez pryzmat ich problemów z Romami i że dla przeciętnego Europejczyka Rumun = Cygan = złodziej/żebrak/nieudacznik. Pytali mnie jak w Polsce mówi się o ich kraju i aż mi głupio się zrobiło, jak pomyślałam o tych bezsensownych żartach, które sama powtarzałam (np. ten o uciekającym ziemniaku i schabowym teraz już nie wydaje mi się aż tak śmieszny). Przygnębiają mnie rozmowy z tym szesnastolatkami, naprawdę inteligentnymi, zabawnymi i świetnie mówiącymi po angielsku, bo cały czas słyszę od nich, że w Rumunii jest beznadziejnie, że nic się nie zmieni, że tu nie ma przyszłości i że trzeba jechać za granicę, żeby cokolwiek osiągnąć... Faktycznie, kraj jest zaniedbany, pełno jest bezpańskich psów, kable zwisają na wysokości twarzy, a każde wyjście na ulicę to walka z szalonymi kierowcami... ale są też piękne miejsca (Karpaty! czegoś takiego nie można nie doceniać!), Rumuni są otwarci i spontaniczni, no i z pewnością jest tu wielu ludzi, którzy mają potencjał żeby coś zmienić. Taki np. Stefan, prezydent School of Values (rumuńskie NGO). Ma 32 lata, żonę, dwójkę dzieci. Miał poukładane życie w Belgii, ze świetną pracą i mnóstwem kasy. A jednak wrócił i teraz pracuje na prawdę ciężko, żeby GROW się udał, żeby te dzieciaki miały szansę przeżyć i nauczyć się czegoś fajnego. Jak na to wszystko patrzę, to aż chce mi się uwierzyć w to, że Rumunom się uda. Chociaż jak na razie coś takiego jak dbanie o dobro wspólne tu nie istnieje, każdy patrzy tylko na siebie. Kiedy w barze kelnerka zapomniała policzyć mojego drinka, po prostu poszłam i zapłaciłam sama, a Rumuni mówili "no co ty, byłby zysk!" i pytali czy w Polsce wszyscy tacy uczciwi... ech, daleka droga przed nimi.

Z ciekawostek to zauważyłam, że na ulicach pełno tu flag Rumunii i UE, dosłownie są wszędzie. Zapytałam Didi, czy to dlatego że są dumni ze swojego kraju, czy co? Jednak w odpowiedzi usłyszałam, że po prostu powiesili je z okazji przystąpienia do Unii (1 stycznia 2007) i teraz nie ma kto ich zdjąć, bo nikt się nie poczuwa :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz