Rumuni wciąż mają jeszcze wiele kompleksów, jakby nie czuli się do końca częścią "cywilizowanej" Europy. Żalą się, że na Zachodzie postrzega się ich głównie przez pryzmat ich problemów z Romami i że dla przeciętnego Europejczyka Rumun = Cygan = złodziej/żebrak/nieudacznik. Pytali mnie jak w Polsce mówi się o ich kraju i aż mi głupio się zrobiło, jak pomyślałam o tych bezsensownych żartach, które sama powtarzałam (np. ten o uciekającym ziemniaku i schabowym teraz już nie wydaje mi się aż tak śmieszny). Przygnębiają mnie rozmowy z tym szesnastolatkami, naprawdę inteligentnymi, zabawnymi i świetnie mówiącymi po angielsku, bo cały czas słyszę od nich, że w Rumunii jest beznadziejnie, że nic się nie zmieni, że tu nie ma przyszłości i że trzeba jechać za granicę, żeby cokolwiek osiągnąć... Faktycznie, kraj jest zaniedbany, pełno jest bezpańskich psów, kable zwisają na wysokości twarzy, a każde wyjście na ulicę to walka z szalonymi kierowcami... ale są też piękne miejsca (Karpaty! czegoś takiego nie można nie doceniać!), Rumuni są otwarci i spontaniczni, no i z pewnością jest tu wielu ludzi, którzy mają potencjał żeby coś zmienić. Taki np. Stefan, prezydent School of Values (rumuńskie NGO). Ma 32 lata, żonę, dwójkę dzieci. Miał poukładane życie w Belgii, ze świetną pracą i mnóstwem kasy. A jednak wrócił i teraz pracuje na prawdę ciężko, żeby GROW się udał, żeby te dzieciaki miały szansę przeżyć i nauczyć się czegoś fajnego. Jak na to wszystko patrzę, to aż chce mi się uwierzyć w to, że Rumunom się uda. Chociaż jak na razie coś takiego jak dbanie o dobro wspólne tu nie istnieje, każdy patrzy tylko na siebie. Kiedy w barze kelnerka zapomniała policzyć mojego drinka, po prostu poszłam i zapłaciłam sama, a Rumuni mówili "no co ty, byłby zysk!" i pytali czy w Polsce wszyscy tacy uczciwi... ech, daleka droga przed nimi.
Z ciekawostek to zauważyłam, że na ulicach pełno tu flag Rumunii i UE, dosłownie są wszędzie. Zapytałam Didi, czy to dlatego że są dumni ze swojego kraju, czy co? Jednak w odpowiedzi usłyszałam, że po prostu powiesili je z okazji przystąpienia do Unii (1 stycznia 2007) i teraz nie ma kto ich zdjąć, bo nikt się nie poczuwa :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz