Niby Rumunia nie jest tak daleko, a jednak wiele rzeczy tu mnie zaskakuje i dziwi. Ludzie są tutaj bardzo otwarci. Podoba mi się to, ale staram się trzymać mój dystans i nie dać się za często dotykać (jakkolwiek to brzmi). Nawet umiem po rumuńsku powiedzieć "nie dotykaj mnie" i to działa!
Odkrywam jak ciężko być jedyną Polką, a nawet jedyną nie-Rumunką tutaj. Wciąż jeszcze uchodzę za atrakcję - czasem to przyjemne, a czasem ciężko znieść presję. Chociaż całkiem to miłe, że tu Polska uchodzi za kraj bardzo rozwinięty i cywilizowany.
Chyba przeżywam szok kulturowy, ale jakoś sobie radzę jak na razie. Staram się cieszyć tym co mnie tu zaskakuje, a jest tego cała masa. Mam już nawet listę:
- od 22 do 8 nie ma ciepłej wody
- je się tu mięso pięć razy dziennie
- w autobusach są specjalne osoby sprzedające bilety
- niemożliwością jest kupno mapy Suczawy (chyba nie nastawiają się tu na turystów za bardzo;P)
- przystanki autobusowe czasami nie są oznakowane, ludzie po prostu wiedzą, że tam jest przystanek i że autobus w końcu przyjedzie
- można tu przeżyć całkiem ekumeniczne doświadczenie, np pójść z rumuńskim protestantem do cerkwi wznieść modła
- policja podchodzi do prawa dość luźno - za wożenie ludzi w bagażniku dostaje się jedynie upomnienie
- przechodzenie przez ulicę zajmuje tu strasznie dużo czasu, naprawdę nikt się nie zatrzymuje
Mimo tych wszystkich różnic i tego, że czuję tu jak dziecko, którym nieustannie trzeba się opiekować bardzo cieszę się z pracy. Bycie trenerem nastolatków to na prawdę niesamowita frajda, zwłaszcza, że to bardzo mądre i kreatywne nastolatki! Chyba nawet ze mnie są zadowoleni, projekt się podoba, więc jestem pełna optymizmu :]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz