czwartek, 19 sierpnia 2010

dwadzieścia lat później

Przeprowadziłam się po raz kolejny. W sumie mi to nie przeszkadza, mieszkam sobie z Cigdem, mamy wreszcie własny klucz i nie musimy się przejmować. Ulokowali nas w kuratorium, to chyba najlepsze polskie słowo na to. Jest całkiem przyjemnie, chociaż absurdy nas dopadają. Jest tu wifi, ale nikt nie zna hasła. Potrzeba było dwóch dni i milijonów telefonów, żeby ustalić, kto może wiedzieć. Oczywiście jak już dostałyśmy hasło, okazało się, że internet i tak nie działa :] Poza tym nie ma ciepłej wody, Suczawa jest piękna jeśli o to chodzi! Czytam właśnie książkę o upadku komunizmu, ciekawe rzeczy o Rumunii tu znalazłam. Za Ceausescu z racji tego, że sprzedawali energię na Zachód (uroczy pomysł) też nie było ciepłej wody, więc ukuli okolicznościowy żarcik: "Co jest zimniejszego w Rumunii niż zimna woda? Ciepła woda." :D Dużo się nie zmieniło, jak widać, chociaż pewnie powody inne.
Rumuńska organizacja też mnie powala, zupełnie się nie przejmują niczym. Robiliśmy grilla, miał być o pierwszej, zanim udało się cokolwiek zacząć robić, to była 17 i zaczęło padać, uroczo. W Polsce chyba by mnie trzy razy szlag trafił, a tu ludzie zupełnie na luzie do tego podchodzą.

GROW wciąż mnie zachwyca, chociaż teraz mamy tylko 8 osób. Mimo wszystko są bardzo zaangażowani i zmotywowani. No i mają 18 lat, więc mogę pić z nimi piwo, ha! Podczas ewaluacji jeden chłopak napisał coś szalenie miłego. Na pytanie "Czy ta sesja mogłaby być lepsza?" napisał "Nie, Kasia jest profesjonalna niczym Donald Trump" :) Nie do końca chwytam analogię, ale i tak uważam, że to urocze! Szkoda, że mój pobyt w Suceavie się kończy, ech...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz