czwartek, 26 sierpnia 2010

radość po rumuńsku


Zupełnie tu wariuję, nie wiem co się dzieje! Co się stało z gburowatym metalem? Chyba zginął bezpowrotnie. Od prawie tygodnia mam ten dziwny wesoło-radosny nastrój. Tak na mnie Rumunia (a może moi Rumuni) wpływa. Zatem chodzę i się cieszę, zupełnie jak nie ja. Całkiem mi z tym dobrze, chociaż czasem się temu dziwię. Ostatnio miałam napad śmiechu w rumuńskim autobusie numer 4. Rumuni się dziwią, że już ich przytulam. Dla mnie to oczywiste, bo przecież jak już kogoś znam to nie mam z tym problemów. Chyba jednak nie mogą uwierzyć, że serio teraz przytulanie jest ok, więc dla pewności nauczyli mnie cudownego zdania: "Jestem w Rumunii 6 tygodni i teraz już ludzie mogą mnie dotykać". Robię tym furorę :)Rumuni swoją drogą też uczą się polskiego, więc na FB teraz sobie mogę czytać takie słodkie statusy jak "było super kochanie!" albo "jestem zmęczony, dobranoc". No i oczywiście "jako tako" rządzi!Podoba im się też polonez, chcą go tańczyć na imprezie z okazji końca GROW, zatem dzisiaj znowu ich uczyłam i znowu czułam się jak w liceum (ach, Norwid mój kochany).
Więc jestem szczęśliwa i radosna w tej Rumunii. Mam nadzieję, że nie jest to tylko faza wzlotu przed gigantycznym upadkiem w Timisoarze... Pewnie po takich świetnych 6 tygodniach wszystko będzie mi się wydawało słabe, no ale zobaczymy. Oczywiście nie jest idealnie, mam te swoje małe frustracje, a frustruje mnie to, co zawsze. Jak ktoś mądrze ponad rok temu mi powiedział: "Kasia Kasia, wszystko przez to, że układasz sobie w głowie scenariusze, a potem kiedy ludzie się nie dostosowują, jesteś zdziwiona." Zaiste to prawda. Wyciągnęłam z tego pewne, ale i tak mi trudno i czasami nie wiem jak to wszystko działa. Coś muszę zmienić jednak, bo bycie nieustannie złośliwym nie jest najlepszą metodą na pokazanie, że się kogoś lubi (chociaż dla mnie to jest takie oczywiste :D).

Na koniec, żeby nie było tak idealnie, kolejne moje spostrzeżenie na temat polskich produktów w Rumunii. Na prawdę nie mogę się nadziwić, że Tymbark tu smakuje trzy razy gorzej. Dzisiaj znalazłam limitowaną edycję Kubusia, wygląd przypominający pleśń mnie nie zachwycił :) Chociaż może to Kubuś o smaku szczawiu, wtedy kolor by się zgadzał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz