poniedziałek, 23 sierpnia 2010

z tęsknoty wariuję za Polską

Jestem tu dopiero 5 tygodni a już zaczynam tęsknić. Chyba mam drugą fazę szoku kulturowego. Może to dlatego, że wcale nie chcę stąd wyjeżdżać. Właśnie się przyzwyczaiłam, a tu już koniec. Najchętniej bym została jeszcze trochę, ale intensywny kurs rumuńskiego w Timisoarze wzywa...
W każdym razie tęsknota objawia się dziwnie. Najdziwniejsze, że wcale do Polski nie chcę wracać. Jednak mimo wszystko brakuje mi języka. Jasne, po angielsku mogę wyrazić (prawie) wszystko to, co myślę, ale za nic w świecie nie potrafię żartować. To pewnie przez to moje prześmiewczo-ironiczne poczucie humoru, które po angielsku brzmi fatalnie (a po niemiecku dramatycznie). Staram się więc po polsku mówić, wczoraj przeprowadziłam fascynującą rozmowę z rumuńskim psem. Patrzył na mnie tak, jakby rozumiał i reagował kiedy wołałam na niego "Szarik". Byłam bliska zaśpiewania mu piosenki z "Czterech pancernych", ale to chyba byłaby przesada... Zatem tęsknię za polskim, mimo że czasem sprawia mi trudności. Wczoraj uparcie twierdziłam, że kobieta z Turcji to Turka, absolutnie nie Turczynka, tylko Turka właśnie :) Żeby nie było wątpliwości, nie jestem taką okropną osobą, która wyjeżdża na miesiąc za granicę i zapomina języka. Nie zamierzam też po powrocie mówić z angielskim (ani tym bardziej z rumuńskim) akcentem. Jakoś to będzie. Mam nadzieję, że nie zwariuję z tej tęsknoty. Na razie smutki zapijam rumuńską wersją mojego kochanego tymbarkowego Kubusia, czyli Tedim, fuj :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz