czwartek, 12 sierpnia 2010

podróżnik samotnik

Miałam jechać do Konstancy, nad morze. Miałam już bilet, wszystko ustalone. Tradycyjnie jednak doszłam do wniosku, że spontaniczne decyzje są dużo lepsze i w ostatniej chwili postanowiłam pojechać sama do Mołdawii. Nawet wczoraj udało mi się ustalić, że z Suczawy do Balti jest bezpośredni autobus. Wszystko wydawało się proste, no ale to jednak Rumunia. Rano na dworcu coś mnie tknęło i postanowiłam jeszcze raz dowiedzieć się, skąd ten autobus dokładnie odjeżdża. Nawet udało mi się znaleźć młodych ludzi z niezłym angielskim. Dowiedzieli się zatem od pani w okienku, że owszem jest taki autobus, ale nie jeździ codziennie, no i dzisiaj niestety przypada ten dzień, w którym autobusu nie ma. Czy jutro będzie, nie wiadomo. Wkurzyłam się zatem i poszłam do domu, po drodze wylewając swoje żale przez telefon. W międzyczasie znajomy Rumun ustalił, że jednak ten autobus dzisiaj będzie, więc jak się pospieszę to może zdążę. Nie zdążyłam... Jutro kolejna szansa, chociaż oczywiście nikt nie zagwarantuje, że piątek jest dniem, w którym można pojechać do Mołdawii. Jak to jest możliwe w ogóle? Ciężko mi to zrozumieć. Siedzę zatem teraz w domu, w perspektywie mam pewnie samotny weekend połączony z rozpamiętywaniem i pytaniami "czemu do cholery nie pojechałam nad morze?". Ech...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz