niedziela, 22 sierpnia 2010

postkomunistyczne frustracje

Wciąż borykam się z brakiem internetu, niedługo chyba zamieszkam w tym centrum handlowym, tak bardzo kocham wifi. No, ale przynajmniej okazało się, że jednak tam gdzie mieszkam jest ciepła woda!
W piątek wreszcie udało mi się zobaczyć zachód słońca, o dziwo tym razem zdążyliśmy. Faktycznie widok jest niezły, uroki Suceavy w całej okazałości. Niestety znowu wyszłam na dziwaka, bo zamiast delektować się tradycyjnym tureckim alkoholem (nie mogę tego pić, wspomnienia jednej imprezy w XXlatce są zbyt świeże), rozprawiałam cały wieczór o polityce. Poznałam chłopaka, który też "się zna" i dowiedziałam się mnóstwa ciekawych rzeczy o tutejszych kampaniach wyborczych, więc byłam zachwycona doprawdy! Oczywiście później zeszliśmy na tematy mniej przyjemne. Opowiedziałam mu historię posła Filipa Adwenta i tego jak to "Studenci Uwr nie zauważyli, że europoseł zmarł". Wciąż mnie to boli, ale media w Rumunii wcale nie działają lepiej niż u nas, więc wspólnie z Bogdanem dzieliliśmy nasze środkowoeuropejskie frustracje. Czasami myślę, że nie wszystko jest ze mną do końca w porządku, zbyt często wychodzi ze mnie ten politolog maniak, na imprezach to chyba nie wygląda za dobrze.

W ramach poznawania Rumunii wybrałam się w sobotę do Iasi. Miasto jest mniej więcej takie jak myślałam: duże, aktywne i całkiem przyjemne. Czułam się trochę jak we Wrocławiu! Jednak mimo, że w Suceavie czuję się bardziej jak w Częstochowie, co mnie lekko przygnębia, to jednak bardo się cieszę, że ostatecznie trafiłam tutaj. Zatem absolutnie nie żałuję, że mnie tu przenieśli. Chyba nie do końca chodzi o samo miasto, bardziej o ludzi, tutejsi Rumuni najlepsi na świecie! Tak, przyznaję, że fakt że przez długi czas byłam tu jedynym obcokrajowcem też sprawiał, że się czułam dobrze (syndrom pępka świata do mnie wraca).
W Iasi wypożyczyliśmy rowery (Wrocławiu, kiedy dasz nam taką możliwość?), co mnie ucieszyło niesamowicie. Zapomniałam już prawie, jak to lubię! Niestety moje przyzwyczajenie do Batawoza mogło skończyć się tragicznie. W moim kochanym rowerze nic nie działa tak jak powinno, jeśli chcę się zatrzymać dociskam hamulec do końca, a i tak nie wiele się dzieje. Tutaj zrobiłam tak samo i prawie wyleciałam przez kierownicę, więc przygoda była. Po tej wycieczce wieszczę rychły upadek cywilizacji zachodniej z powodu braku aktywności fizycznej, na prawdę prowadzenie rowerów pod górkę bo "nie chcę się zmęczyć" jest trochę smutne... Ogólnie jednak z wypadu do Iasi jestem zadowolona. Udało mi się spotkać ludzi, których poznałam na konferencji w lipcu, bardzo mnie to ucieszyło. Jeden z nich, Estończyk - politolog (!), pocieszył mnie trochę, mówiąc że "na imprezach on też tak ma". Potem pogadaliśmy sobie o UE, więc byłam cała szczęśliwa :)
Jedyna rzecz, która mnie zaskoczyła, to fakt, że Rumuni którzy nas po mieście oprowadzali cały czas proponowali, że nas zabiorą do centrum handlowego. Zupełnie tego nie rozumiem, czy to aż taka atrakcja? Różnice kulturowe czy co? A może wyglądam na galeriankę? Hmm, w sumie już druga godzina w Iulius Mall dzisiaj, może coś w tym jest.
W drodze powrotnej sprawdzałyśmy jak wygląda nasza tolerancja w praktyce. Tyle mówię podczas GROW o tych Romach, że to jednak nie jest takie proste, żeby ich nie oceniać i żeby chociaż trochę spróbować ich zrozumieć. Miałam zatem szansę. Przedział dzieliłam z cygańską młodą matką i jej wiecznie płaczącymi dziećmi. Wcale nie było tak źle. Przeżyłam.

Wczoraj się dowiedziałam, że na pierwszy rzut oka robię wrażenia snoba, który podnieca się swoim intelektem (bez przesady, chyba nie ma się aż tak czym podniecać). W dodatku stawiam ludziom zbyt wysoko poprzeczkę i rozmawiam tylko z mądrymi, a resztę krytykuję. Tak, pewnie coś w tym jest, ale... Wiem co lubię, wiem czego nie lubię, czy to źle? Owszem lubię mądrych ludzi, ale chyba bardziej chodzi o to, że cenię ludzi, którzy mają własne zdanie i własne zainteresowania. Wcale nie muszą się koniecznie znać na polityce, może to być cokolwiek innego ( o dziwo, nawet trance działa!). Zastanawiam się, co teraz zrobić. Chyba powinnam w pokorze przyjąć krytykę i faktycznie czasem swoje ironiczno-prześmiewcze uwagi zachować dla siebie... Rumunia uczy życia w wielu aspektach, bardzo mnie to cieszy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz